W ich mowach nie było związku, w ich wyobrażeniach pełno fałszu, gdyż były samych tylko przysposobionych141 czuciów142 wnioskiem, albo też były podaniem, które gwałt, spiknąwszy się z przesądem, skojarzył i wmówił. Stąd poszło, że ich mowy, ich czyny, ich całe życie ukazywało mi się przeciwieństwem. Ich wychowanie nie zgadzało się z ich moralnością; ich moralność inszą była dla królów, inszą dla bogatych, inszą dla ubogich; prawa, polityka — czym innym od moralności.

Wszyscy z jakiemsiś przemknieniem uszanowania wymawiali: wolność, własność, cnota, honor. Ale poznałem, że u wszystkich są to czcze słowa. To poważenie, które wymawiając ukazują, nie pochodzi od uwagi, czyli od rozumu, ale jest tylko odnową143 tego czucia, które widywali zawsze w tych, co przed nimi te słowa wyrzekli. Albowiem widziałem, że ci, którzy nie mieli woli używania, ani urządzenia swojego majątku, którzy musieli oddać część, połowę, zgoła cały pracy swojej pożytek, jeżeli pewny człowiek144 zechciał, którzy żadnej nocy nie byli pewni swoich dzieci, nie mieli na godzinę pewności swojej własnej osoby, bo ta bez sądu, za fałszywym udaniem145, za rozgniewaniem się jednego człowieka mogła być każdego czasu wziętą, do więzienia wtrąconą i zamordowaną, — przecież oni wszyscy z nadymaniem mówili o swojej wolności i własności. Ow swoją moc nazywał swoją cnotą. Niedaleko ode mnie jeden na drugiego krzywo spojrzał i nagle ten usłyszałem krzyk: „trzeba zginąć, albo go zabić! — to jest honor!”

Wielu dla utrzymania swojego bezprawia kłócili, zabijali się, ludzi sobie równych na swój dobytek rachowali, — albo też wydzierali prawnictwem146, pieniactwem cudzy majątek, sławę i spokojność. A w ręku nosili paciorki i w ustach zawsze słowo: Religia.

Najpowszechniej nasłuchałem się z jak wysokim tonem powtarzał tam każdy: Prawo, Sprawiedliwość. — A on słuchał rozkazu i woli jednego człowieka.

Ci ludzie, którzy z rzemiosła zabijają drugich ludzi podług rozkazu zwierzchności, są tam w ostatnim obrzydzeniu, kiedy nazywają się katami. Lecz poważa ich każdy, gdy wezmą nazwisko żołnierza. Uważałem często w rozmówieniu, iż zgroza przechodziła każdego na samo wspomnienie owych zbirów, których tyrani używali w Rzymie147 na niszczenie cnotliwych obywateli przy swoich prawach obstających. Ale widziałem z największym zadziwieniem, że ci sami zbirowie, wziąwszy imię wojaków148, zostawali wielbionymi od wszystkich. Rzeź współobywatelów149, rodziców i braci w ich moralności była przeklętą, a w ich polityce i głupiej żołnierskiej subordynacji — cnotą.

Wszyscy nienawidzą150, życzą mu zguby, barbarzyńskim nazywają ten kraj, gdzie rolnik jest poddanym szlachty. Ale, jeżeli z tej szlachty jeden, pod imieniem kurfirsta151, duka152, króla, cara lub cesarza153 uczyni swoimi poddanymi wszystkich mieszkańców; taksuje154 i obarcza, jak mu się podoba, ich majątki; gdyby bydląt, tak rachuje wszystkich ludzi lata; nie mając żadnego wstydu155, wystawia ich sobie nago, przewraca, mierzy wzrost, maca kości, wybierając co zdatnego do swojej usługi, a często miliony mieszkańców dumie albo łakomstwu swojej familii poświęca, między syny dzieli lub w posagu z córką daje — tak ohydna niewola nikogo nawet nie zastanawia.

Między głównemi rodzaju ludzkiego nieszczęściami kładą wojnę. Wszyscy w codziennych modłach proszą Boga, aby ich wybawił od wojny. A wszyscy, owszem, na co najwięcej bolałem, i ci nawet, którzy myślą, tylko tego monarchę, tego człowieka czczą i wielbią, który jest największym i najszczęśliwszym wojarzem156. Większą niezdrożność157 powiem. Wszyscy ganią, natrząsają się z rzeczypospolitych, dlatego że rzeczypospolite nie mogą być bitne: do wojen trudne; — że w swoich czynach muszą być rozważne i otwarte: nie mogą się żadną miarą tak zmówić na drugiego, aby ten wcześnie o tym nie wiedział. Przeciwnie, chwalą jednowładztwa dla wielkiej ich dzielności, dla tej prędkości i sekretu, z którym wszystko w jednym dniu przewrócić, na szkodę drugiego zmówić się i napaść go można.

Oni złorzeczą, owszem z ostatnią wzgardą, jako o nieprzyjacielu ludzi, mówią o tych na Wschodzie tyranach, którzy, gdy się na obywatela rozgniewają, bez sądu, nazwawszy go buntownikiem, nasyłają kilku drabów z stryczkiem, aby go udusili. Ale między nimi widziałem, że gdy podobniż tym, pod imieniem królów, rozgniewają się — nie na jednego obywatela, ale na cały swój naród — bez sądu, nazywając miliony współobywatelów158 przeciw sobie — jednej osobie buntownikami, nie kilku, lecz tysiące drabów, pod imieniem żołnierzy wysyłają, aby rznęli, palili. Widziałem, mówię, że w takich przypadkach, głupi ten lud z największą oziębłością, gdyby bez czucia tylko to jedno straszne słowo: buntownicy powtarzał i spokoił się. Powszechnie wołają: interes osobisty jest źródłem wszystkich złości, jest największym nieprzyjacielem dobra publicznego. A niechaj tylko ten interes osobisty przezwie się interesem publicznym, już go wielbią — i nie mają tyle rozgarnienia, aby rozróżnili raz na zawsze, aby założyli tamę między osobistością159 i narodem, aby interesu całego kraju nie zdawali samowładnie w ręce jednej familii.

Kradzieże i zabójstwa potępia ich moralność. Lecz gdy te niecnoty, zamieniwszy się w powszechniejsze łupieże, szczególne wezmą nazwisko Dobra Kraju, stają się drogą do odbierania najżywszych okrzyków i chwały. Oszustem, najsurowszej kary i publicznej wzgardy wartym, ogłasza u nich religia, moralność i sama polityka tego człowieka, urzędnika, sędziego, który, gwałcicielom odbierając cudzy majątek, nie oddaje go inaczej skrzywdzonym właścicielom, tylko końcem160 wydarcia im go łatwiej, albo pod obowiązkiem, aby mu się z niego opłacali. Takie oszustostwo161 poznałem w ich monarchach. A co mnie najbardziej dziwiło, iż za to obiecują im nieśmiertelność.

Zgoła nie zliczyłbym wszystkich głupstw, przeciwieństw i gwałtów, które między tymi ludźmi poznałem. Skończę na tym: we wszystkim podobni owemu ludowi rzymskiemu, co dzikiemi i barbarzyńskiemi nazywał owe narody, które cierpiały nad sobą królów, kacyków162, caryków — a u siebie bóstwił Augusta, gdy się nazwał „imperatorem”163. Albo też takiemi są te europejskie narody, które z największym obrzydzeniem wspominają o wschodnich despotach, o tureckich sułtanach — a u siebie czczą podobnychże despotów pod imieniem cesarzów i królów.