Kiedy wspominam tak często Anglią927, niechaj nikt nie sądzi, iż życzę Polsce rządu angielskiego, gdyż jestem mu zupełnie przeciwny. Wiem, że z takim rządem miałaby Polska w lat kilka despotyzm.928 Ale życzę, aby Polska przyjęła z niego to, co jest dobrego względem połączenia szlachty z narodem.

Nigdy nie trzeba pozwalać, aby było więcej Izb prawodawczych, nad jednę. Jeden prawodawca — jedna Izba929.

Powiedziałem, iż miasta trzeba przypuścić do równego prawodawstwa. Albowiem trzeba miasta tak z sobą złączyć, żeby nie czyniły, tylko jeden naród930, żeby im odebrać już wszelkie dalsze żądze. Przypuścić reprezentantów miast do Sejmu cum voce consultiva931, jak niektórzy radzą, jest to przyśpieszyć wielką w Polsce rewolucją932, jest to zaostrzyć niespokojność, pomnożyć niechęć w miastach. Jest to dać im uczuć mocniej ich podległość i krzywdę. Jest to otworzyć tę samą drogę do despotyzmu, którą widzieliśmy w Szwecji. Jest to usposobić już gotowe narzędzie królom do absolutności, którzy nie zamieszkają933 w pierwszej okoliczności dać to reprezentantom miejskim, co im niebaczna szlachta nie wiedzieć dlaczego odmawia, a tak, znalazłszy w wdzięcznych sobie miastach wielką stronę, bedą sobie robić prawa swojej absolutności. To nie stanie się nigdy, gdy miasta i szlachta będą jednym narodem, gdy szlachta zatrzyma dla siebie pierwszeństwo, zaszczyt szlachetności, a co do urzędów cywilnych i wojskowych i co do prawodawstwa złączy się w równej władzy z miastami.

Niechaj będzie sto reprezentantów szlachty i sto reprezentantów z miast. W proporcji ludności będzie to przywilej jeszcze wielki dla szlachty.

Oto zwięzły ciąg samych prawd, z teraźniejszego związku krajów wypadły934. Nie są to słowa, ale jak najprostsze wnioski. Nie są to prawa natury, obowiązki religii, bo te dzieciom waszym tylko wpoić można. Wy, w przesądach, nałogach zastarzeli, już nie macie czułości urodzonej935. Odrodzić was niepodobieństwo. Ale są to prawa mocy, prawa politycznego gwałtu, które na was despotyzm zewnętrzny już włożył pod groźbą, iż pójdziecie w niewolę jego. Trzeba się równemi jemu sposoby936 bronić, albo zginąć.

Wtem przypominam sobie jeszcze nad wszystkie insze straszniejszą dla Polski zewnętrznych krajowych związków konieczność.

Już stało się. Już rok tysiąc siedmset ośmdziesiąt dziewiąty937dał poznać miastom w Europie, co mogą. Już oświecił się938stan miejski w Polsce do tego stopnia, iż czuje, że jest człowiekiem. Wyrzekł: — „proszę o sprawiedliwość, proszę o moje prawo”.

Czytamy z uwagą dzisiejsze Prawo Narodów. Doznała go Polska na sobie. Patrzymy się na doświadczenia, że w teraźniejszym krajów związku nie tylko wolno jest, ale chwałą, największą polityką zamieszać kraj nieprzyjaciela, a potem go pobić, zagarnąć, podzielić, — zgoła, co się podoba, zrobić.

Polska ma zawziętych na siebie nieprzyjaciół. Więc trzeba jej koniecznie jak najtrwalej usadzić swoją wewnętrzną jedność. A ponieważ już pomyślały miasta, nie uczynić im sprawiedliwości jest zaszczepić w umysłach Polaków nasiono niechęci, jest stworzyć w wnętrznościach Rzeczypospolitej nieprzyjaciela. Człowiek, który myśli, że ma krzywdę, im dłużej ten swój żal tłumi, tym prędszy do zapału. Gdy wybuchnie, najsroższym staje się zwierzem. Rzuca się ślepo w przepaść, aby tylko swojego ściągnął krzywdziciela.

Tak jest, kochani bracia, ani tego przeistoczyć nie jest w mocy naszej. Próżno tu myśleć. Taka jest człowieka natura, której odmienić nie jest w mocy szlachty, takie są polityczne krajów związki, których odmienić sama Polska nie może. — Trzeba się koniecznie do nich stosować.939