Nie tylko uciążliwość zewnętrznego despotyzmu, ale zawarowanie, aby ten despotyzm w kraju nie powstał, wymaga od szlachty złączenia się z miastami. Rzeczypospolite jedność utrzymuje i mocni; wszystkie rzeczypospolite przez niezgodę wewnętrzną upadły.

Ta niezgoda jest dla każdego towarzystwa1020 najniebezpieczniejszą, która trzyma się pierwszej zasady jego. Nad wszystkie więc pożytki i szczęśliwości naród, który chce być wolnym, przenosić powinien wewnętrzną zgodę. Więcej jak nieroztropność popełnia, jeżeli końcem1021 zapewnienia sobie wolności umyślnie w ustawie swojego towarzystwa zostawia niejedność i zawiści. Nieroztropny! — on zamiast wolności, szukając niezgody, szuka niewoli.

Jeżeli ustawa Rzeczypospolitej Polskiej zostawi przy samej szlachcie władzę prawodawczą, wykonywającą i sądowniczą, wszystkie urzędy cywilne, wojskowe i duchowne; przy tronie sukcesjonalnym chęć1022, od tronów nieoddzielną; a przy miastach to czucie, że są skrzywdzone, — Rzeczpospolita żadną miarą mieć jedności nie może: Polska będzie krajem trzech stron, dwóch narodów, a więc krajem niezgody. Ta niezgoda będzie jedną z najgorszych, bo wjednoczona w ustawę.

Wypada z czasem, iż z trzech stron zrobią się dwie. Familia panująca przyciągnie do siebie, z sławą ludzkości, miasta od szlachty odrzucone. W takim przypadku król będzie od szlachty możniejszym: w całej Polsce szlachty z dziećmi i z płcią niewieścią, podług przystosowania konskrypcji1023 i w kordonie Pruskim, i w Cesarskim w początku uczynionej, nie można więcej rachować, jak około trzech kroć sto tysięcy — a mieszczan jest przeszło milion; w stu tysięcach wojska wątpię, aby się mieściło 25 tysięcy szlachty, — przeto mieszczan i chłopów będzie 75 tysięcy.

Zgoda wewnętrzna i zabezpieczenie wolności Rzeczypospolitej potrzebuje łączenia się szlachty z miastami. Gdy szlachta i miasta będą przeciwko tronowi jedną stroną, jego następstwo mniej groźne wolności, osobliwie po teraźniejszej epoce, gdzie, szczęśliwym obrotem rzeczy, powszechna opinia tak obrusza się na despotyzm i zdaje się dążyć do ustanowienia narodów wolności1024 na złączeniu szlachty z miastami1025.

Tron sukcesjonalny w Polsce koniecznie potrzebny.

Nie mają narody innego sposobu na odwrócenie od tronów sukcesjonalnych nadziei despotyzmu, tylko odjąć im wszelkich stronników1026.

Więc najmocniej szlachta swoją wolność zabezpieczy, gdy w jednej Izbie z reprezentantami miejskimi prawa stanowić będzie w równej liczbie i z równą władzą. Upominam, że gorzej byłoby nadawać miastom tylko coś. Albo wszystko, albo nic. Nie ma środka.

Lecz to wszystko są tylko uwagi samego rozumu. Rzeczy najpożyteczniejsze w teorii bywają często szkodliwe w wykonaniu. Szukajmy doświadczenia w dziejach ludzkich.

W wszystkich krajach, Polski nie mijając, wszystkie familie do jednowładztwa dążące zaczynały przez łączenie się z miastami przeciwko szlachcie. W Niemczech Karol Wielki1027— w klasie jednowładztwa pierwszy europejskich despotów ojciec, — później Fryderyk Barberousse1028 powzięli i następcom zostawili plantę1029 możnienia swojej potęgi i gnębienia szlachty przez miasta: nie ma dzisiaj w Niemczech dawnej wolnej szlachty, — są tylko familie udzielne, które z największą wzgardą patrzą się równie na miasta, jako na szlachtę, małżeństwo swoich dzieci z szlacheckimi dziećmi nazywają zakałą i sromotą swojej familii. W Francji Louis le Gros1030 pierwszy do miasta krok uczynił, Filip le Long 1031 rozdawał broń mieszczanom przeciwko szlachcie, Filip Auguste1032 po ugruntowaniu sukcesji oświadczył się protektorem miast, Filip le Bel1033 pierwszy wprowadził reprezentantów miejskich1034; ta polityka Filipów wiernie była chowaną przez wszystkich Ludwików, — nawet Ludwik XVI jeszcze użyć jej zamyślał; do roku 1788 szlachta francuska nie chciała łączyć się z miastami, — nigdzie despotyzm nie zamęczył ani więcej, ani okrutniej szlachty, jak w Francji. W Hiszpanii Ferdynand i Izabela1035 pod pozorem ludzkości swoje królewskie miasta różnemi przywilejami zmocnili, pod pozorem sprawiedliwości w tychże miastach ustanowili Bractwo Święte1036, — a rzeczywiście bractwo katów na tracenie panów i szlachty, despotyzmowi sprzecznych. W Szwecji pod naszemi oczami szlachta nie chciała złączyć się z miastami, nie chciała miasta przypuścić do urzędów: monarcha pobratał się z mieszczanami, rozdał im urzędy, a szlachtę do tarasów1037 powpychał.