Niebawem idą w pole. Jeno86 zdjęto sfory87,

Głosy psów, trąb, myśliwych powtarzały bory.

Pan sam w dzikie przesmyki między skały spieszył,

Wtem bełt88 puszczony łukiem89 śród piersi mu przeszył90.

Gdy chcąc postrzec mordercę, pojźrzy wkoło z jękiem,

Strzelczyk91 się na powietrzu kołysze z uwdziękiem

I mówi: «Nie narzekaj, przyjazna ta rana

Dla pełności twojego szczęścia jest zadana.

Dostojne masz honory, mnogie masz dostatki,

Miej i tę, co przyjemność mojej zrówna matki92.