W waszym więc ręku są kaprysy tych, którzy nad wami kapryszą.
Zakres wasz jest mały, ale doniosły.
Waszego potrzebujecie człowieka, który by waszym był rzecznikiem.
Ja, że wśród was wyrosłem ponad was, ja, że handluję rozmaitościami, duszę waszą złożoną objąć, pojąć, ukochać i do łona przycisnąć mogę.
Niejako jakby mogę.
Wracajcie ze mną. A utworzymy Pospolitą-Rzecz z waszych siodeł i skrzynek, z potrawu i jadła, z garnków i koszyków, z rozmaitości i drobnostek, z pracy rąk waszych. Przez was, dla was — obywatele przyszłości.
Męże do czynu!
W Tenedos spożyjemy pierwszy posiłek.
A od Tenedos Bóg się już dziełu naszemu przeciwstawiał nie będzie.
Bóg i naród.