dobyć mieczyska, zamierzony ręką,

tej chwili w łęku zastygłe ogniwo

czuję, przyłbica spada na twarz szczęką

żelazną, — żem więziony niemocą straszliwą,

jak głaz, — a tem okrutną męką,

że tak w pół-ruchu, miecz poły-wyjęty,

chwycony w kleszcze i w larwę zaklęty.

CX

I już wschodzące Słońce po tej nocy

ujrzało mnie kamieniem, głazem, skałą