na znaki jakoweś tajemne

i mroków otoczył ich cieniem.

Kto żeś jest, widmo olbrzymie?

Kto jesteś wielki i dumny?

Idziesz, — drżą za tobą kolumny.

Stąpisz, — drżą posady świątyni.

Skąd ten mrok dokoła ciebie?

Skąd ta okrutna zaduma,

która z onych posągi czyni —?

Jakie twoje IMIĘ?