ze Szekspirowskiej znanej Burzy;

różni się odeń choćby cerą,

jak o tym mowa w pierwszym akcie;

zresztą go widzieliście w trakcie

aktu trzeciego, gdzie był dłużej.

Prosperem ja go tylko nazywam

ot tak, przez literacką swadę,

żeby zaznaczyć, że nie zrywam

z tradycją teatralnych manekinów,

niegdyś żywych, a dzisiaj niezdolnych do czynów.