— Halo, chłopcy! — krzyknął, przerywając arię. — A ostrożnie tam z tym feretronem! Uważaj, Grzesiek, do stu diasków Pańskich, jak niesiesz! Poutrącacie skrzydła aniołkom, niezgrabiasze! Prawdziwie złocone, rzeźbione skrzydła!... Baczność, Piotruś!... Odsuń obraz trochę na prawo od krzyża procesyjnego, bo porysuje ramieniem twarz Madonny z kretesem! Tak, tak! Teraz dobrze. Figury św. Antoniego z Padwy i św. Franciszka ustawić tutaj po bokach! Tak. Niech dekorują oba flanki. Doskonale! Dalej żwawo! Statuę św. Weroniki z drzewa lipowego, z postumentem i drążkami do noszenia w czasie procesji, eksponować tam w górze na podstawce. Ostrożnie, Pietrek! Bo wyrwiesz jej z rąk chustę! Tę śliczną, w koronki rzeźbioną chustę, której wykonanie kosztowało mnie kilkadziesiąt złotych, nicponiu! Cóż by robiła bez chusty? Diavolo maledetto del Christo57! — zaklął z cicha, obserwując robotę. — Nie poprawiaj tam nic więcej, nie przesuwaj, bo runie z góry!
Wreszcie figury ustawiono. Chłopcy zdyszani, z trzęsącymi się od emocji rękoma zeszli z drabin.
— A tu w głębi — rozległa się ponownie komenda niestrudzonego szefa — umieścić jako tło dalsze Chrystusa w grobie z masy, a za nim w półkręgu 12 apostołów z Judaszem Iskariotą na czele! Niech przoduje niecnota! Niech się pali ze wstydu szubienicznik! Dalej! Żwawo!... A to łotr z miedzianym czołem! A to handełes kosooki z mieszkiem!... Tu, tu! Tu pod trzosem szkaplerzy i dzwonkami z Loretu58! No, nareszcie witryna z grubsza zapełniona. A teraz możemy przejść do wykończenia całości i podkreślenia szczegółów. Grzesiek, rozrzuć tutaj na dole parę brewiarzy i mszałów! Pietrek, ruszaj po psałterze i ewangelie! Tam w szafie, w kącie! Ten kancjonał w skórce pomarańczowej ze złotym brzegiem na indyjskim papierze i z jedwabnymi zakładkami wysuniesz tu na przód, przed samą szybę. Tak. Horae diurnae59, rytuały i modlitewniki spiętrzyć w stos w pośrodku! Nie zapominajcie też o żelazkach do wypiekania opłatków i sercach wotywnych! Kasetę z przyborami do mszy św. umieścić tu w niszy! Przybić do nadpróżka dwa dzwonki akordowe z taśmami! Tu i tam niby od niechcenia porozstawiać kule szklane do „Bożych grobów”, ampułki ze szkła i kryształu na tackach i pudełka do przechowywania hostii. Dobrze. Zawiesić na tym stojaku parę różańców! Z każdego gatunku po dwa egzemplarze! Dwa kokosowe, dwa szklane, dwa kościane! Jeden z perłowej masy, jeden z koralu i po jednym luksusowym z granatków, ametystów i lapis-lazuli! Basta! Okno nr 1 skończone!
Odstąpcie! Chcę objąć okiem całość!
Jakoż musiała wypaść dobrze, bo pan Kuternóżka zatarł z zadowoleniem ręce i przeszedł do dekorowania drugiej z rzędu witryny. Na treść jej złożyły się przybory ze złota, srebra i metalu. Wkrótce sklepowa wnęka rozbłysła migotem brązowych puszek na komunikanty, pozłacanych kustodiów60 do przechowywania zakonsekrowanej hostii, srebrnych monstrancji, kielichów i relikwiarzy. W głębi na tle z błękitnego pluszu wyrósł las krzyży, bereł promienistych i lichtarzy. Pod ścianą po lewej rozkwitły metalowymi gronami wieloramienne kandelabry, lampy oliwne i zwykłe, świeczniki i latarki, rozsiadły się masywne i ciężkie lawaterze61. Ze szczytu zwisły firnizowane62 i złocone pająki, kadzielnice niklowane i srebrzone, oksydowane kinkiety. Przepierzenia po prawej uczepiły się mosiężnymi wargami kropielnice, kociołki i lavaba63. Na dnie, na podszyciu z czerwonego jedwabiu, spoczęły łódki na kadzidła do trybularzy, puszeczki na oleje św., kropidło metalowe, tacki z chińskiego srebra, medaliki z aluminium, krzyżyki misyjne i szkaplerze ogniotrwałe z azbestu. W pośrodku stropu wystawowego niby stróżka-czujka wierna i oddana zapłonęła czerwonym światłem lampka wieczysta...
Na progu sklepu zaczerniała wyniosła postać duchownego. Twarz gościa mocna i charakterystyczna wrażała się w pamięć na pierwszy rzut oka. Rysy księdza ostre i ponure łączyły w stylowym sojuszu fanatyzm religijny z zakapturzonym okrucieństwem, oczy czarne, głęboko osadzone w czaszce, gorzały posępnym ogniem. Potężne znać musiały być namiętności, które niegdyś wstrząsały tym herkulicznym ciałem, i straszliwą walka, którą przyszło mu z nimi stoczyć, zanim opanował wszystkie i wziął na postronki stalowej swej woli. Ten ksiądz nieprzeciętny musiał być „ciężkim’’ dla siebie, lecz ciężkim i dla drugich. Bo w wichrzycy wewnętrznych zmagań snadź schropowaciała mu dusza. Padał od niego cień średniowiecza wylęgły w rozpięciu olbrzymich skrzydeł szatana, wionął chłód gotyckich tumów i długich, zimnych, klasztornych korytarzy...
Kuternóżce na widok gościa pokraśniała twarz z zadowolenia. Cały w uśmiechach, promieniejący od szczęścia rzucił się na spotkanie:
— Co za zaszczyt niespodziewany! Co za miła siurpryza64; sługa najmilszy księdz prałata, dobrodzieja mego! Sługa najniższy! Witam najuprzejmiej w niskich progach moich! Proszę, proszę bliżej! Może tu wygodnie na fotelu?
I wśród nieustających na chwilę ukłonów i czołobitności wskazywał mu antyczne, rozłożyste karło65 wydobyte skądś z kąta.
— Pochwalony Jezus Chrystus! — odpowiedział lakonicznie ksiądz na potok pozdrowień i posunął się powolnym, ciężkim krokiem od drzwi w głąb sklepu.