— Wszystko w porządku — stwierdził Pomian, puszczając wąski pęk czerwonych promieni w kierunku nóg śpiącego. — Skrępowany należycie.
I zgasił latarkę.
Nad głowami obecnych ukazały się drobne, błękitne światełka i zaczęły bujać w powietrzu.
— Pierwsze objawy — objaśnił Toczyski. — Dziś zaczynamy od fenomenów świetlnych.
Z kąta pokoju zabrzmiały ciche akordy pianina.
— Teraz przestaniemy śpiewać — rzekł dr Toczyski.
Pomian obrócił się w stronę, skąd dochodziły dźwięki.
— Czy to pani gra, pani Amelio?
— Nie. Siedzę po przeciwnej stronie pokoju — doszedł go głos jej drżący i jakby oddalony.
Niewidzialne dłonie przebiegały po klawiszach, wyczarowując melodię Pana wioski z Widm Moniuszki.