— Jakież zatem przyjąć należy zdaniem twoim możliwości?

— Śmierć Pradery mogła być gromem, który cisnęły weń moce tajemne z tamtego brzegu.

— Te same moce, z którymi walczył przez całe życie.

— Lub których istnienia nie chciał uznać. Do pewnych granic pozwoliły na ekspansję wrogiej im jaźni ludzkiej, lecz kiedy ta posunęła się w swym zuchwalstwie za daleko, zdruzgotały ją.

— I ja tak dotychczas rzecz tę ujmowałem.

— Więc dziś zmieniłeś pogląd?

— Dziś nie wiem nic. Straszliwe wstrząśnienie, jakiego doznałem wskutek śmierci Amelii, zachwiało we mnie dawniejszą wiarę. Jakiś kamień obsunął się w gmachu mej myśli i grozi ruiną. Otworzyły się we mnie nagle nowe perspektywy.

— Jakie?

— Nie umiem ci ich określić. Są mętne, szare... Czuję strach przed nimi i boję się spoglądać w tę stronę.

— W takim razie może lepiej było nie przychodzić z tym do mnie? Może właśnie jedna z pozostałych dwóch ewentualności zaprowadzi nas w te strony, których unikasz.