— Czy znalazłeś we własnym życiu na to dowody? — zapytałem wpół przekonany.
Wrześmian podniósł się powoli z miejsca i zbliżył ku oknu.
— Popatrz tam, naprzeciw — rzekł, podnosząc roletę.
Podszedłem i spojrzałem we wskazanym kierunku. Po drugiej stronie ulicy bielejącej wąskim pasem przy świetle księżyca wznosiła się na tle topól i cyprysów samotna willa.
— To moja dziedzina — rzekł głębokim, wzruszonym głosem. — To dom moich spełnień.
— Dom twoich spełnień — powtórzyłem machinalnie, wsłuchując się w dźwięk tych słów dla mnie niezrozumiałych.
— Opuszczona willa, którą zapełniłem tworami mej myśli — tłumaczył, wpatrując się w przeglądający tajemniczo spośród cyprysów dom.
— Twoja własność? — rzuciłem naiwnie pytanie.
Uśmiechnął się.
— Duchowa. Nikt mi jej dziś już nie wydrze. Ha, ha, ha! Gdyby jej lekkomyślny właściciel teraz powrócił i zechciał tu zamieszkać, „straszyłoby” w tym domu. Niebezpiecznie jest mieszkać w przestrzeni wypełnionej po brzegi ludzką myślą.