— Innymi słowy — przypuszcza pan...
— Że nie zawsze i nie pod każdym względem umarli wiedzą więcej od żywych. Owszem, jestem głęboko przekonany, że zawlekają za sobą na tamtą stronę wszystkie niemal przesądy, namiętności i uprzedzenia, jakim hołdowali za życia.
— Jak więc wyobraża pan sobie stronę techniczną, że się tak wyrażę, owych znaków? Jak mogą wyciskać podobne ślady?
— Strona techniczna odcisków, owo ich specjalne zabarwienie i charakter kauteryzacyjny27 nie przedstawiają większych trudności od tych, jakie pokonują fantomy, rozwiązując problem materializacji, działań telekinetycznych lub ideoplastii28.
— Apage satanas29! — szepnął zniechęcony obrotem rozmowy gospodarz. — Nie zrozumiemy się nigdy.
— Ksiądz proboszcz wybaczy pewność tonu, z jakim prowadziłem dyskusję, lecz taki to już mój zwyczaj; zresztą postawiłem tylko hipotezę; nie mam pretensji do wszechwiedzy.
— Dobrze już, dobrze, zostawmy tę dysputę; widzę, że nie doprowadzi do celu.
Tu spojrzał na zegarek.
— Już piąta. Czas mi na nieszpór30. Czy pójdzie pan ze mną? Jest coś i w kościele naszym ciekawego dla pana.
— Z całą gotowością, księże proboszczu.