Proń pokręcił głową niedowierzająco:
— To są typowe okazy ideoplastii — zawyrokował po chwili. — Skąd nabył ksiądz proboszcz te odlewy?
Zapanowało na chwilę przykre milczenie. Starzec znać32 nie chciał odpowiedzieć. Wymowne spojrzenia, jakie rzucał na obecną przy tym bratanicę, przekonały Pronia, że natknął na jakąś tajemnicę.
— Sądzę, stryjku — rzekła z decyzją w głosie panna Łączewska — że nie mamy powodu kryć się z tym przed panem.
— Jak uważasz, Helu — odezwał się z uczuciem ulgi ksiądz. — Zresztą właściwie to twoja sprawa.
— Tak, panie doktorze — przyznała otwarcie panna — to są nasze odlewy.
— Państwa? Nie rozumiem.
— Tak, to znaczy u nas, tutaj, powstałe i wytworzone.
Proń zmarszczył brwi i przez chwilę bystro wpatrywał się w bladą dziewczynę.
— Tak — szepnął po chwili — powinienem był sam się tego wcześniej domyślić. To są zatem znaki fluidycznych członków, wyciśnięte podczas anormalnych stanów, w jakie pani zapada.