— Jam jest kardynał Bufredo!
Widmo, zakrywając twarz jakby przed czymś straszliwym, wahnęło się wstecz.
— Vexilla regis prodeunt inferni40 — zabrzmiał okrutny wyrok z ust śpiącej.
Odpowiedział mu jęk przeciągły, niby świst wichru:
— Cremaberis igne aeterno41! — padły ostatnie słowa i zgasły.
Wyczerpane medium rzuciło się z powrotem we fotel.
Wtedy zaszło w fantomie zagadkowe przeobrażenie: znikła strzelista infuła, odpadł w przestrzeń pastorał, rozwiały się insygnia kardynalskiej godności; po chwili ujrzał magnetyzer przed sobą zamiast drapieżnej maski kardynała łagodną, słodko uśmiechniętą postać ks. Łączewskiego...
Nie dowierzając wzrokowi, Proń przystąpił ku księdzu i wyciągnął rękę, by go dotknąć. Lecz widmo, uprzedzając zamiar, uchyliło się trwożliwie w głąb pokoju.
— Noli me tangere42! — wypłynęło z ust Heleny znamienne ostrzeżenie.
Uczony cofnął się na poprzednie stanowisko, śledząc ze zdumieniem szczególne przeobrażenie.