— Apage satanas14! — szepnął zniechęcony obrotem rozmowy gospodarz. — Nie zrozumiemy się nigdy.
— Ksiądz proboszcz wybaczy pewność tonu, z jakim prowadziłem dyskusję, lecz taki to już mój zwyczaj; zresztą postawiłem tylko hipotezę; nie mam pretensji do wszechwiedzy.
— Dobrze już, dobrze, zostawmy tę dysputę; widzę, że nie doprowadzi do celu.
Tu spojrzał na zegarek.
— Już piąta. Czas mi na nieszpór15. Czy pójdzie pan ze mną? Jest coś i w kościele naszym ciekawego dla pana.
— Z całą gotowością, księże proboszczu.
— Stań pan przy wielkim ołtarzu po prawej i patrz uważnie na jego górne skrzydło.
— Nie omieszkam.
I wyszli z plebanii ścieżką wijącą się przez sad ku kościołowi.