— W tamtej partii nie znajdzie pan nic dla siebie zajmującego.
— Dlaczego? — zapytał przekornie. — Kto wie, może właśnie coś mi wpadnie w oko.
— Same niemal okazy wątpliwej autentyczności lub zgoła falsyfikaty i twory mistyfikacji — objaśnił gospodarz.
— A dlaczego ksiądz proboszcz, wiedząc o tym, toleruje je w swoim muzeum?
Ksiądz, trochę stropiony, spuścił oczy ku ziemi. Po chwili wyjąkał nieśmiało:
— Takie sobie zamiłowanie, taka sobie pedanteria zbieracza. Może słyszał pan doktor kiedy, że zapaleni filateliści zbierają z pełną świadomością też fałszywe i podrabiane marki7? Zresztą trudno mi się z nimi rozstać, bo o ich nieautentyczności dowiedziałem się dopiero parę lat temu.
Tu rzucił ukradkowe spojrzenie na bratanicę.
— Przyzwyczaił się ksiądz dobrodziej do nich — dopomógł mu Proń — i teraz żal mu się ich pozbywać. Ale kto też ks. proboszczowi otworzył oczy na ten prawdziwy, lubo8 niemiły stan rzeczy?
Pytanie znać wprawiło księdza w niemały kłopot.
— Ja — przerwała przykre milczenie panna.