— Zastosuję się do woli pani, seniora — zresztą pozwoli pani zwrócić sobie uwagę na to, że nie prosiłem o zwierzenia.
I powstałem z ławki. Milcząc wyciągnęła ku mnie rękę na znak zgody. Przycisnąłem ją do ust i rzekłem:
— Późno już i strażnik wzywa do opuszczenia cmentarza.
I rzeczywiście, zbliżający się z głębi alei jakiś mężczyzna dawał nam z daleka znaki.
— Tak, czas wracać — przyznała zamyślona. — Cmentarz zamykają tu wcześnie.
Wkrótce znów żeglowaliśmy gondolą po lagunie.
— Dokąd płyniemy? — zapytałem, ślizgając się spojrzeniem po rozlewisku wód.
— Na Riva degli Schiavoni. Chcę posłuchać z panem koncertu orkiestry w „Café Orientale” i śledzić ruch wieczorny przy Molo św. Marka.
— Najpiękniejsza partia miasta — odpowiedziałem, nagle poważniejąc.
Trąciła mnie wachlarzem w ramię.