Była wypełniona po brzegi mlecznymi złożami oparów. Szedł ostrożnie, by nie natknąć na latarnię. Po pewnym czasie uczuł na plecach czyjąś rękę:
— Serwus, Władek!
— A! to ty!...Nie poznałem — ale bo mgła zakuta!
Wrzecki serdecznie ściskał podaną mu dłoń.
— Dokąd?
— Do prosektorium.
— A! do trupiarenki, operacyjka? Krajanie nieboszczyka? Co?
— Coś w tym rodzaju.
— Co to za cenny szpargał w kieszeni?
— Rzecz dość ciekawa: O samozatruciu u wężów. Problem zajmujący. Kto wie — może i tam bywają tragedie?...