Z rozdzierającą ciekawością patrzał dalej... Na progu porzucona wstążka krwawiła jedwabiem...
Przeszedł w sień. — Drzwi z tyłu wywalone z taką gwałtownością, że górna połać wypadła z zawiasów i zwisła...
Na ryglu strzępy zapaski...
Pojął...
— Odbieżała... odbieżała...
Wrócił do świetlicy. Na stole leżał wykręcony w wężownicę sznur, którym Rozalka zwykła ściągać skrzynię...
— To dla mnie...
Bezmyślnie wziął go do ręki, ułożył pętlicę, zawęźlił w supeł. Stanąwszy na zydlu, przytwierdził pętlę do belki, założył na szyję... pchnął zydel daleko pod okno...
W izbie zarzęziło...