Zatrzymał się tuż przede mną, dysząc ciężko.
— Usiądź tam przy stole po drugiej stronie, naprzeciw — rzekłem rozkazująco.
Usłuchał pokorny jak baranek.
— Jak widzisz — mówiłem dalej, nie spuszczając go z oka — jesteś w moim ręku. Wiem wszystko o tobie, co potrzebne.
— Ile chcesz? — warknął zagryzając wąsa.
Roześmiałem się głośno. Ten człowiek brał mnie oczywiście za szantażystę.
— Słuchaj, Jastroń — tłumaczyłem mu, opanowawszy wesołość. — Powtarzam ci raz jeszcze, że nie przyszedłem tu po to, by coś od ciebie wyłudzić. Ja twoich pieniędzy nie potrzebuję. Zatrzymaj sobie swój plugawy skarb i ciesz się nim, jeśli ci to sprawia przyjemność.
Nędznik odetchnął z uczuciem ulgi.
— Więc czego właściwie u kaduka pan chce ode mnie? — zagadnął już spokojniej.
— Chciałbym z tobą trochę pogawędzić.