— Niezwykła książka — mówił Wierusz, z pietyzmem przerzucając karty. — Jedno z podstawowych dzieł starszego okultyzmu. A oto masz ponurego Glanvilla177 i jego Sadducismus triumphatus — księga dziwna jak szaleństwo i groźna jak wizja opętanego. Obaj ci ludzie, lubo rozdzieleni czasem, narodowością i przestrzenią, wierzyli mocno w potęgę czarów i kult szatana.
Wziąłem do ręki ciężki, w pergamin ujęty tom, z winietą przypominającą genialny cykl fantazji Goyi pt. Caprichos.
— Cóż to znów za książka?
— To Del Rio i jego 6 ksiąg Badań magicznych. A tuż obok Pseudomonarchia demonów i Zwodnicze majaki szatańskie jednego z najfanatyczniejszych tępicieli satanizmu i czarownictwa w Niemczech, Jana Wiera178. Znajdziesz tu i niesamowitą Demonomanię magów mistrza Bodina179, i Remigiusza z Lotaryngii Demonolatrię, Hieronima Cardanusa180 O różnorodności rzeczy i Tomasza Campanelli181 O istocie rzeczy i magii. Żaden z nich nie wątpi w skuteczność astralnych projekcji na odległość, chociaż w miarę postępu wiedzy i badań nad naturą ludzką przyjmują one u każdego coraz to inną nazwę. Lecz istota przejawu pozostaje ta sama: zła, występna i tajemnicza.
— Dlaczego jednak dzisiaj nie słyszy się o podobnych praktykach?
— Mylisz się, Jerzy. Dziś dzieje się to samo, lubo rzadziej i w zmienionej formie. Czy nie słyszałeś nic o doświadczeniach wybitnego psychiatry francuskiego Boiraca i jego Psychologie inconnue182? Lub o eksperymentach pułkownika de Rochas?
— Coś sobie przypominam. Podobno ten ostatni pisał o eksterioryzacji wrażliwości?
— Właśnie o to chodzi. Doświadczenia jego i Boiraca z nakłuwaniem powierzchni wody w szklance, na którą przeniesiono w części otoczkę wrażeniową pacjenta, znane są dziś już powszechnie wśród psychiatrów i neurologów.
— Byłyżby te zjawiska współmiernymi z gusłami półobłąkanych histeryczek średniowiecza?
— Niewątpliwie — tylko bez przymieszki demonizmu. I u nas, w Polsce, istnieje jeszcze po dziś dzień między ludem wiara, że za pomocą odlewanych figurek z wosku lub ołowiu można czarować. O tym świadczy przedmowa do klasycznego pod tym względem dzieła z XVII w. pt. Czarownica Powołana. Podobnie mówią akta kryminalne miasta Poznania z r. 1544 o spaleniu żywcem na stosie za czary Doroty Gnieczkowej, która na prośbę pani Kierskiej „lała wosk na wodę, dochodząc do tego, kto jej był pieniądze ukradł. A lejąc ten wosk, mówiła była te słowa, odmówiwszy przódzi trzy pacierze: — Poszła była miła Panna Maria; czekał Ją Syn Boży i pyta: — Gdzie idziesz, Matuniu moja miła? — Idę, mój miły Synu, zamawiać tego złodzieja, który uczynił złość tej pani. — Zamawiaj, Panno Czysta, Swoją mocą boską, mocą wszystkich Świętych Pańskich i moją mocą, iżby tu stanął ten człowiek, który wziął te pieniądze, w imię Ojca i Syna i Ducha Św. Za tymi słowy, gdy też już wosk wylała, ukazał jej się służebnik pani Kierskiej, który pieniądze namienione był ukradł, jakoby palec, w tejże postaci, w której prawie był, a przy nim duże gromady pieniędzy; a on po nie sięgał i ze dwa razy te pieniądze brał”.