— Pamiątka — odparłem niechętnie, otrząsając się z miłosnego odrętwienia.

Położyła go sobie na dłoni i otworzyła wieczko.

— Zostaw to, Kamo, proszę cię.

— A! Włosy! Jasnopopielate włosy!

Wyrwałem jej z rąk przedmiot.

— Tak ci drogie? — zapytała z przekąsem. — To pewnie jej włosy, co? Tej pięknej panny, z którą byłeś na maskaradzie?

— Tak — to włosy z warkocza mej narzeczonej.

— Cha, cha, cha! Co za sentyment!

— Przestań, Kamo!

— A to dlaczego? Któż mi zabroni?