— Lecz nie rozstrzygająco?
— Nie. Zdaje się, że olbrzymi turniej trwać będzie wiecznie; kres walki odsuwa się wciąż w perspektywę nieskończoności. Szanse zła wprawdzie maleją, lecz prawdopodobnie nigdy nie spadną do zera. Byłoby to chyba możliwym w jednym, jedynym wypadku.
— Mianowicie?
— Gdyby Przedwieczny zniechęcony walką wchłonął z powrotem w Siebie świat objawiony i zamknął się w Sobie na zawsze.
— A czy to możliwe?
— A ty kochasz życie, Jerzy?
— Życie, mimo wszystko, jest przedziwnie piękne.
— Oto masz odpowiedź...
Wyjrzałem przez okno. Było już całkiem ciemno i na niebie świeciły gwiazdy. Od miasta nadpłynął metaliczny dźwięk zegarów: biła dziewiąta wieczór.
Andrzej włożył z powrotem do woreczka heksagram i ściągnąwszy taśmę, ukrył na piersi.