— Czy zastosowałeś się do moich wskazówek? — zapytała, rozściełając z kolei na podłodze duże, puszyste, mlecznobiałe skóry niedźwiedzie. — Nic nie jadłeś od wczoraj wieczór?
— Jestem na czczo.
— W takim razie możemy zaczynać.
Ruchem szybkim, sobie właściwym, zrzuciła suknie i stanęła na runie niedźwiedzim w swej olśniewającej nagości. Poszedłem za jej przykładem. Staliśmy chwilę naprzeciw siebie, związawszy się oczyma.
— Cudna czarownico moja! — zawołałem, biorąc ją w drżące ramiona.
Wywinęła mi się z uścisku:
— Dzisiaj nie.
— Dlaczego?
— Dzisiaj mamy być tam.
I nabrawszy w palce ciepłej jeszcze maści, zaczęła ją wcierać sobie mocno pod pachy.