— Dzień dobry! — odparłem, odpowiadając na ukłon. — To pańska chata?
— Broń Boże! To letnisko Jastronia.
— Kolega po zawodzie?
— Niby tak, niby nie. Nie słyszał pan dotychczas nic o Jastroniu?
— Nie.
— Był to jeden z najtęższych w okolicy „szczurów wodnych”.
— „Szczur wodny” — to niby rybak, co?
Nieznajomy przymknął filuternie142 oko:
— Tylko pewna osobliwa odmiana. W dzień robi usadkę na ryby, a nocami poluje na grubszego zwierza.
— Hm — chrząknąłem domyślnie.