— Więc uważasz tę wizję za rodzaj projekcji myśli?
— Nie wiem; może. Zresztą — dodał po namyśle — kto wie, czy ona rzeczywiście nie stała w owej chwili za nami?
Zadrżałem, odruchowo obracając się w stronę biblioteki:
— Czyżby coś podobnego było możliwym?
— Dlaczegóż by nie? Nasze myśli i wspomnienia lubią czasem przyoblekać się w ciało. Świat pełen jest larw13 i masek zrodzonych w ten sposób. Wałęsają się te strzępy jaźni oderwane od macierzystego łożyska i straszą jak upiory czas pewien, dopóki nie rozwieją się w przestrzeni lub nie ulegną absorpcji przez wiry silniejsze.
— Odsłaniasz przede mną nowe światy; piękne są i straszne zarazem jak marzenia obłąkańca.
Wierusz uśmiechnął się smutno:
— Niestety. Aż nazbyt często fosforyzują14 blaskiem próchna.
Powstał i zbliżywszy się do pianina pod oknem, wziął parę molowych akordów.
— Przyjacielu — rzekł, nie odejmując palców od klawiatury — dziwnym zrządzeniem losu przyszedłeś dziś pod dach mój w godzinę dla mnie osobliwą. Tęsknota dni minionych spłynęła na mnie nieukojną falą i porywa z sobą w lata, co dawno już przebrzmiały. Przyrzeknij, że będziesz spokojny, cokolwiek się zdarzy.