— Jeżeliś ty lub który z podwładnych ci wodników, spragniony kształtu widomego, skorzystał ze snu tego człowieka i przywłaszczył sobie jego mumię155 — rozkazuję w imię pentagramu zwrócić mu ją natychmiast!

Na twarzy widma zaigrał złośliwy uśmiech. Wodnik spojrzał zezem w stronę wnęki, uderzył się parę razy po brzuchu płetwiastym ogonem i rozpłynął w bezkształt dymu.

— Więc to żaden z nich — rzekł Andrzej, patrząc na mnie. — Przejdźmy do ich czerwonych antagonistów!

I rzuciwszy w konchę trójnoga kadzidło, żywicę, kamforę i siarkę, po trzykroć zawołał:

— Dżin! Samael! Anael!

Następnie uczyniwszy w powietrzu znak trójzębem Paracelsa, powtórzył rozkaz dobitniej:

Esorciso igitur te, creatura ignis, per pentagrammaton et in nomine tetragrammaton in quibus sunt voluntas firma et fides recta. Amen156.

— Perkunie, panie ognia i władyko jaszczuro-salamander, włodarzu gór lawą ziejących i gromów, ukaż mi się w twej własnej postaci lub w kształcie jednego z tworów ci podwładnych! Duchu ognia, wzywam cię!

Rozległ się huk niszczącego żywiołu i nagle cała wnęka napełniła się płomieniami.

— Dżin! Samael! Anael! — grzmiał wśród szelestu czerwonych jęzorów głos maga.