— Istotnie, odkryłem rzecz szczególną.
Podniosła się drwiąco:
— Proszę, cóż takiego?... Czy wolno wiedzieć?
— Pani jest dziwnie podobna do Kazia.
Twarz Sary zadrgała:
— Przywidzenie.
— Nie, proszę pani. Jestem dość dobrym fizjonomistą20. Zresztą można to wytłumaczyć: żyjecie państwo ze sobą od dłuższego czasu... Współżycie tak bliskie upodabnia.
— Hm... czy to pańska teoria?
— Nie, łaskawa pani — teorię tę, zresztą nie nową, dokładniej roztrząsał przed paru laty doktor Fr. Żmuda.
Przypisując rzekomą teorię Żmudzie, kłamałem, chcąc tylko wprowadzić to nazwisko do rozmowy.