— Kto tu?!... Kto tu?!...

Dotknął wieka trumny, nie śmiąc podnieść w górę. Wreszcie, przemknąwszy oczy, odważył się; czuł pod ręką, jak się z wolna odchyliło i zakreśliwszy łuk rozwarło na oścież...

Nagle odemknął oczy i z krzykiem grozy skoczył wstecz...

W trumnie leżały nienaruszone zwłoki człowieka nieco starszego od hrabi. Długa, biała broda sięgała do pasa, chorobliwie wybujałe włosy wyścielały szczelnie ściany dna, pokrywając upiornym płaszczem ręce, tułów i nogi. A spomiędzy tej dzikiej oplączy włosów siwoszarych wychylało się w okolu brabanckich koronek dwoje rąk... Nie!... Dwoje szponów o nieludzko wydłużonych, drapieżnych paznokciach jak kreda białych i bezkrwistych...

Był to trup Don Olivareza de Savadra, paradoksalny trup postarzały o lat czterdzieści...

Alonzo miał przed sobą potworną anomalię, jedną z najdzikszych, z najszaleńszych świata...

Wzniósł oczy na niebo pełen oczekiwania, niepewny... Lecz tam w górze cicho było jak przedtem — tylko ponura, rozczochrana chmura wymknąwszy znad Sierra Negra zaciągnęła znów zwartą zasłonę nad znakiem Savadrów i jego tajemnicą.

Klątwa

W godzinę chuci

Kłoniło się na podwieczerz. Duszny, niesamowity czas. Jesienną, przeźrałą105 dawno porą było, kiedy już zwiezion106 zbożny sprzęt107, rozprzędło lato babskie kądzielne włosy, pomiotły drzewa...