Zajęty zdzieraniem z ryby delikatnego naskórka, czułem na sobie jego mocny wzrok: obserwował mnie. Nie podnosząc oczu, włożyłem świeży kawałek do ust i w tej chwili blednąc, oddałem go z powrotem na talerz.
— Co tobie?! Niedobrze?
Ryszard stał tuż przy mnie i podawał kieliszek z winem.
— Popij!
— Dziękuję. Wiesz, miałem w tej chwili szczególną sensację: zdawało mi się, że ryba jest zatrutą.
Norski wbił mi paznokcie w ramię, aż syknąłem z bolu.
— Oszalałeś?! — zapytał cały wzburzony.
— Ależ rozumiem wybornie, że to tylko proste wrażenie i nic więcej; takie sensacje przychodzą czasem ni stąd, ni zowąd. Zresztą minogi były doskonałe, brałem już drugą porcję. Był to moment tylko. Jestem gotów jeść dalej.
— Nie! Ja nie pozwolę. Lecz by cię upewnić, sam spróbuję.
I wziąwszy z półmiska drugą połowę, począł jeść. Zawstydzony usiłowałem protestować: