Wampir

Nad Castro de Brocadero rozwiesiła dziko zmierzwione zapony chmur wietrzna jesienna noc. Luty wiatr, przedarłszy się przez szczerbate piły Pico Nevado wpadał piekielnym gwizdem pomiędzy rozchybotane szczyty drzew, okrążał zamek korowodem poświstów, osaczał zewsząd rozjuszonym skowytem. Chwilami rozpruwały się skleszczone w uścisku ławice chmur, by odsłonić seledynową tarcz1 księżyca: na moment wynikały z pieczar nocy krzepkie narożniki, wydłużały się ukośnym biegiem bastiony, stożyły2 śmiałym rzutem w niebo iglice wież. I znów wsiąkało wszystko w niezgłębione ciemności. Tylko gromada puchaczy wyrywała się spod murowych wyziorów i z złowrogim skwirem tłukła o skały...

W smukłym, gotyckim oknie narożni pełgoce3 nikłe światło: nie śpi pan grodu, czuwa Don Alonzo de Savadra. Zegary zamkowe dawno już wydzwoniły dwunastą, dawno już przebrzmiała na wieży mosiężna fanfara północy złamana w tysiączne podźwięki o drapieżne graźnie...

Do pańskiej komnaty wszedł srebrnowłosy majordomo4, czystej krwi hidalgo5, przyjaciel i sługa. Oddawał klucze:

— Czy mam przyzwać szatnego, señor6?

— Nie trudź się, mój stary: tej nocy spać nie będę.

Skłonił się, już wyszedł.

Hrabia zagłębił się w pysznym, mahoniowym karle7. Przed nim na trójnożnym stoliku jakiś stary, mistyczny traktat — barwne inicjały. dziwaczne arabeski. Z pożółkłych kart foliału wieje odrębna, swoista woń; może wspomnienie dawnych, wielkich chwil. Droga, cenna księga, spuścizna chrobrych8 dziadów!...

Zadumał się nad zgasłą Savadrów sławą, zapamiętał — on, ostatni z rodu...

Rycerscy byli, piękni byli — Chrystusa witezie9! I sam był podobny, gdy w świetnej kolczudze, w okolu10 krasnych11 giermków wprowadzał ją w te progi, ją, dumną Biankę Bradera, szczodrą i wyniosłą panią. Dziś starzec oszreniały wiekiem i sam bez potomka... Savadrów ród!... perła Andaluzji, kortezi kraju, wielkie serca, tęgie dłonie! I wiary zaszczyty. Żaden nie splamił się herezją, żaden nie zgasł na wygnaniu, nie zetlał w ogniu autodafe. Dwóch zamknęło się w skalnym ustroniu, gdzie wiedli żywot błogosławionych. Po śmierci Kościół uznał jako świętych. A wiara ich była silna, gorąca: tak tylko wierzyć umie namiętny duch Hiszpana...