Dr Będziński nie od razu wrócił do Warszawy. Nazajutrz po rewelacyjnej nocy, pozostawiwszy na miejscu swych towarzyszy, kazał się zawieźć Mateuszowi do stacji kolejowej na Węgarach. Tu kupił bilet do Borchowic i po dwóch godzinach jazdy znalazł się w nędznej, zapadłej mieścinie, oddalonej od Bańkowej Woli o mil kilkanaście. Tu po upływie kilku już minut udało mu się zwerbować niejakiego Zbychonia, wyrobnika, który za umiarkowaną cenę zgodził się pojechać z nim we wskazanym kierunku i podjąć się wyznaczonej sobie na miejscu pracy. Oczywiście Będziński nie wtajemniczał go w szczegóły, bo nie chciał odstraszyć. Na szczęście w Borchowcach nikt nic nie wiedział o Bańkowej Woli. Zła sława zagrody jeszcze tu nie dotarła. Było na to za daleko.
Po ubiciu interesu ze Zbychoniem zwrócił się Będziński do władz miejscowych i krótko przedstawił cel swej wyprawy. Wysłuchano go z niedowierzaniem i odcieniem ironii. Lecz że był lekarzem z Warszawy i w dodatku kierownikiem znanego zakładu, więc pan prezydent miasta wstrzymał się od uwag i na życzenie doktora oddał mu do dyspozycji w charakterze świadka z urzędu komisarza miejscowej policji.
Będziński bezzwłocznie wrócił z dwoma nowymi towarzyszami do Bańkowej Woli. Tu zastał wszystko w porządku. Noc po jego wyjeździe upłynęła spokojnie, a Przysłucki wraz z Gniewoszem wyglądali zdrowo i należycie wypoczęci.
Komisarz Malowiejski uśmiechał się sceptycznie i pokpiwał półgębkiem z całej imprezy.
— Zaraz się przekonamy — odpowiadał mu spokojnie Będziński.
Jakoż po południu polecił Zbychoniowi kopać pod oknem prawej izby. Po paru uderzeniach rydlem wyrobnik natknął na szczątki spróchniałych już i rozsypujących się na proch kości. Zebrał je starannie i złożył w skrzynce przygotowanej już uprzednio przez doktora.
— Musi być trupek dziecka — rzekł patrząc na kupkę wątłych, zżółkłych kosteczek. — Cieniutkie to i kruche jak u ptaszka.
Małowiejski przestał uśmiechać się i z namarszczonymi brwiami spisywał protokół wizji lokalnej.
Przeszli do wnętrza izby.
— Proszę oderwać deski podłogi! — wydał polecenie Będziński. — Tu, w samym środku.