— Zdaje mi się, że i dziś jeszcze dużo nabrałoby się takich siłaczów. „Zachować siebie, zostać szczęśliwym...”
— Doprawdy?
— Myślę.
Podniósł oczy pełne ognia, wyrzutu, jakby pogardy.
— A czy ty, na przykład, potrafiłabyś zostać szczęśliwą wbrew całemu światu?
— Ja?! Cóż tam ja... — szepnęła zmieszana.
— Naturalnie, Desdemona jeszcze w was pokutuje.
— Nie rozumiem.
— Człowiek z tej samej plejady — Diderot — mówi bez wahania: „Dozgonne małżeństwo jest nadużyciem, tyranią mężczyzny, który sobie przywłaszczył prawo posiadania kobiety”. Cóż ty na to?
— Nic. Mało co o tym wiem. I mało mię tam ów Diderot obchodzi... — mówiła wolno, wciąż rysując laską kresy na śniegu.