— Matko Boska Cudowna! Przecie to panienka!

— No i czegóż tak wrzeszczysz? — z cynicznym śmiechem zapytała Ewa.

— Matko Boska Cudowna! — trzepała wciąż Leośka drżącymi wargami, nie spuszczając z Ewy wytrzeszczonych oczu. Miała minę tak głupią, tak nadzwyczajnie głupią, że Ewę opanowała wyniosła złość, pasja rozgniewanej „panienki” na wiecznie głupią służącą.

— Panienka! — jeszcze raz wybełkotała ta istota „do wszystkiego”.

— Czy pani jest w domu?

— Pani?... A jest. Gdzieżby miała być?

— A pan?

— A pana nie ma. Jezus, Maryja; Jezus, Maryja!

— Gdzież pan?

— A no... nie wiem. Przecie-że w knajpie.