— Nie. Przyjechałam z pewną parą Anglików. Państwo Dwarf...

— Ach, Dwarf. Znam. Pani gra?

— Nie. Nie mam szczęścia.

— I nie chce pani zupełnie próbować?

— Nie mam szczęścia! — rzekła z rozdrażnieniem, które jej ani na chwilę nie opuszczało.

— Szczęście raz jest, drugi raz go nie ma.

— A pan wygrywa? — spytała, żeby tylko coś powiedzieć.

Wobec gwaru panującego w tej sali musiała nachylić się ku niemu i mówić głośno.

— Czy pani uwierzy? Wygrałem — i nawet dużo. Gram ostrożnie i tylko trente-et-quarante. Ale już jadę.

— Jedzie pan? — szepnęła blednąc.