Stary pan rozłożył ręce, podniósł brwi.
— Wszystko wezmę, panie łaskawy, od a do z, byleby kawałek chleba...
Uśmiech zaszczuty, pokorny, spłoszony, gotów przelać się w mars subordynacji czy w grymas rozpaczy i pogardy... Horst ziewał. Nawet ziewanie jego było jakieś wesołe i hulaszcze.
— Ja tak oto pytam... Nie mam tu stosunków, bo mieszkam właściwie za granicą dla studiów.
— Pan dobrodziej jeszcze studiuje?
— Uczymy się do śmierci!... — uśmiechnął się Niepołomski. — Zajmuję się kwestiami naukowymi.
— A gdzie mianowicie pan... studiuje, jeśli wolno zapytać? — rzekł grzecznie Horst.
— Najłatwiej człowiek uczy się w Paryżu. Tam też siedzę. W Genewie również, w Belgii...
— Tak... — mruknął rządca.
— Wracając do posady... proszę pana, jakież są pańskie... właściwie warunki, no, wymagania, kwalifikacje...