— Dobrze, przynieś pan! Koniecznie!
— Ale gdzież go mam przynieść?
— Hotel Grammont. Nazywam się Ewa Pobratyńska.
— Więc nie — Niepołomska?
— Nie, nie Niepołomska! — chichotała. — Ba! jakże pan to może wydostać dziś? Jakim sposobem?
— Pojadę do Genewy... Za godzinę odchodzi pociąg. Wrócę wieczorem.
— Ale teraz, panie! Teraz!
— Co teraz?
— Czy pan jest rzeczywiście człowiekiem dobrego wychowania?
— Pochlebiam sobie!