— A ty będziesz mówić do mnie jak do brata?

— Dobrze! Ale jacy my ludzie wszyscy jesteśmy strasznie biedni!...

— Ach, jacy biedni! Każdy z nas — to „mieszanina rośliny i upiora”, jak powiedział ten pyszałek, który sam — żal się Boże!... Dlaczego byłaś dla mnie zawsze tak okrutna?

— Nie mogłam...

— Wszakże wiesz wszystko, czym ty dla mnie...

— Miewam nieznośne sny, częste widzenia w półdrzemaniu. Jestem tutaj, przypuśćmy, a widzę takie coś obce, nigdy niespotykane, cudactwa, pejzaże, sceny... Gdyś grał, widziałam... We mnie niewiele już jest rośliny. Daleko więcej upiora.

— Po cóżeś ty to wówczas zrobiła, po cóżeś ty to?... — wyszeptał.

— Czy ja wiem?...

— Tak mi ciebie strasznie żal!

— A nie można tak, żebyś mię sobie czymś obrzydził, żebyś we mnie dostrzegł coś wstrętnego, odrażającego, żebyś zupełnie przestał?... Nie można?