— Oczywiście, do tego hotelu.
— Nie pójdę! Po co ja tam jestem potrzebna?
— Musisz iść. Nasze interesa absolutnie źle idą.
— Czy absolutnie, czy nie — wszystko mi jedno. Nie idę!
— Kiedyż musimy się naradzić... Co to za dziwactwa!
— Nie pójdę do tej nory. To wstyd ostatni dla kobiety wchodzić na schody takiego hotelu.
— Kiedyż to są przesądy damskie i nic więcej. Interes wymaga, więc nie ma i nie może być kaprysów.
— Niech tu przyjdzie Płaza, jeśli interesa wymagają! Cóż to, nie ma nóg i swoich rosyjskich butów?
— Widzisz, dziecko, ma i on swoje kaprysy. Hrabia — uważasz — sobacza dusza. Magnat bez koszuli z guziczkami, morowa jego, zatracona!... On do mnie nie raczy. Zdechnie z głodu, a nie raczy! A, widzisz, jakbyś ty przyszła do niego, to mu to sprawi grubą frajdację...
— Kto ma pójść ze mną?