— A dawno obrałaś sobie ten zawód?

— Dawno.

— I teraz oto... „jadasz popiół jako chleb, a napój swój mieszasz ze łzami”...

— Tak znowu źle nie jadam i nie pijam.

— Bo pohańbienie pokruszyło twoje serce. Powiedz mi — a umiesz czytać?

— Och, jakiś społecznikarz, nawracacz, feminiściarz... Cóż to za nudy! I egzaminuje jak na pensji... Cóż to będzie? Umiem mówić, proszę pana miłosierdziarza, po francusku, byłam w Nicei i w Paryżu, na Korsyce, i niejednego hrabiego wodziłam za nosek...

— Ja też od razu spostrzegłem, że ty jesteś... bagatela! Per Bacco190! Powiedz...

— Nie, już dość tej rozmowy!... Jestem zaangażowana...

— A może byś zamiast tych angażowań wolała zostać urzędniczką w biurze. Mnie się zdaje, że bardziej by to pasowało do twej osoby niż to zajęcie dziewki publicznej.

— Nie prosiłam pana o posadę, to niech mi pan od dziewek publicznych nie wymyśla.