— Ja się bynajmniej nie śmieję. Ja tylko podziwiam zjawiska ducha — swego i pani... Pójdę już zaraz.
— Tak, już mrok idzie. Niech pan tu sobie zostanie. Niech pan wspomni dziecinne lata, dawne spowiedzie37, dawne uczucia i zapomniane modlitwy. A może nowe nawiną się na usta...
— Już się nie nawiną.
— Ejże! ja bym pana nauczyła tak niewątpliwych, tak niezbędnych, tak własnych.
— Dobrze. Pani dziś jest bez grzechu. Jest pani stokroć bardziej bez grzechu niż ów ksiądz, który wyznania słuchał. Toż pani bardziej chyba może słuchać spowiedzi cudzej niż on. Niech mnie pani wyspowiada.
Ewa uśmiechnęła się prześlicznie, niewinnie, a później popadła w długotrwałą zadumę.
— Nie mam po temu prawa. Tylko kapłan może rozgrzeszyć człowieka. I tylko on może słuchać. Ale niech pan powie wszystko. A raczej niech pan powie tylko to, dlaczego pan nie wierzy, nie spełnia obowiązków chrześcijańskich — dlaczego pan nie chce być zbawionym? Niech pan to powie, a ja pana przekonam.
— A to będzie spowiedź czy tylko rozmowa?
Wahała się przez chwilę. Policzki jej zabarwiły się różem. Rzekła z przekonaniem:
— Spowiedź! Częściowa, niezupełna, bo ja nie mam żadnego prawa, ale spowiedź!