— Nie, zawieźcie mię na Majdan.
— Dobrze. Ino trza wiedzieć, kaj. Bo po śmierci starego pana już tam nie ma nijakich paniów.
— Po śmierci starego pana... to znaczy Bodzanty?
— No.
— To umarł Bodzanta?
— Juści.
— Dawno?
— Jeszcze w zimie tak rok pomarli gdzieś ta we świecie.
— Nie tutaj umarł?
— Nie, gdzieś ta daleko pomarli...