— Któż ja? jaśnie panie.
Chłop, czy baba, ilekroć zaprzeczyć nie może, a twierdząco na pytanie odpowiedzieć nie chce, zada napewno takie „któż ja?” a namyśla się tymczasem nad odpowiedzią.
— No, wy.
— E, mój ta za tem nie chodzi...
— Chodzi, czy nie chodzi, dawajcie!
Otwarła babina do komory i wyniosła zieloną butelczynę... Dżentlmeni palnęli po kieliszku.
— Encore une fois! — powiada filozof.
— Encore une fois! — odpowiada chór.
Otucha niejaka wstąpiła w nas wszystkich.
Wchodzi tymczasem Pyzik, zdejmuje czapkę i uśmiecha się. Skromnie usiadł sobie na ławie; woda zeń płynie strumieniem.