Ci ludzie nie rozumieją absolutnie „chowania w sercu ognia świętego”, nie kochają ojczyzny dla niej samej, jako największego na ziemi dobra, nie mogą też należycie ocenić wartości głuchej, zaciekłej i skrytej obrony swego kulturalnego typu, swej mowy, swego obyczaju, jaką spotykają w Warszawie. Pokrowskij nie może odtworzyć polskości warszawskiej, istnienie której i piękność przeczuwa w tyradach adw. Barzęckiego i w myślach ucznia Kędzierskiego, — bo i dla niego choć o tem nie wie, ojczyzna — to stanowoj pristaw.

[1892]

Hrabia August23

Notatki i wrażenia. Wydał Aleksander Mańkowski

Wydawcy opatrzyli książkę niniejszą oryginalnem napozór zastrzeżeniem, oświadczającem z woli autora, iż powieść jego komunikowaną była redakcyi „Gazety Polskiej” już w kwietniu roku zeszłego. Autor, zastrzeżenie takie redakcyi nadsyłając, przewidywał widocznie, że powieść ta, druk której dopiero w marcu r. b., czyli po ukazaniu się w „Słowie” pierwszego tomu Bez dogmatu, rozpoczęty został, zaliczonąby była przez Taine’ów a Brandesów warszawskich do rzędu naśladownictw reklamowanego po rogach ulic utworu H. Sienkiewicza, ze względu na przypadkowo identyczną w obu utworach formę pamiętnikową, wybór tematu i tożsamość niemal treści. Zestawienie to wstępującemu zaledwie na niwę powieściopisarstwa autorowi szkodzi i tak bardzo w oczach przeciętnej masy czytelników.

Aleksander Mańkowski jest pisarzem zupełnie oryginalnym i, jeżeli przypomina kogo sposobem pisania, to Taine’a chyba w jego Spostrzeżeniach o życiu. Dał w Hr. Auguście duży karton, pełen żywcem, za włosy niejako porwanych i skarykaturowanych zdaleka postaci, rysowanych konturowo wprawdzie, ale szerokiemi, śmiałemi liniami, odruchami niejako genialnej ręki. Nie pisze on jednak spokojnego, jak Taine, zupełnie objektywnego studyum społecznego; gwałtowność satyryka unosi go na stare tory, stwarza satyrę, dramat, częstuje nas jednym jeszcze traktatem moralnym... de Republica emendanda.

Hrabia August, objąwszy po ojcu, który „się zapracował”, wielką fortunę, wcześnie przychodzi do przekonania, że „najdoskonalszą na świecie rzeczą jest turecki kef”. Pociesza się wygodnem i dowcipnem rozumowaniem, według którego „wytężenie wszystkich sił i zdolności w jednej generacyi wywołało w następnej instynktowną i niepohamowaną dążność do spokoju”.

To też, jakkolwiek zapisał się był na wydział prawny w celu zadowolnienia opiekunów, pragnących widzieć go z czasem na stanowisku „ekscelencyi”, — „rzadko tylko chodził zobaczyć, czy też się nie przewrócił gmach uniwersytecki”.

Za czasów owego „uczęszczania” do uniwersytetu poznał i pokochał piękną Zosię, był przez nią kochanym, miał na połączenie się z nią zezwolenie jej rodziców — nie ożenił się jednak, ponieważ nie chciał „wyzuwać się z jedynego bogactwa, jakie życie daje — ze swobody”.

Porzuciwszy Zosię, pędzi życie sybaryty, je dobrze, nudzi się, czasami myśli i rozprawia o sztuce, o dobrych uczynkach i bez przerwy drwi z otaczającego go stada. Po upływie lat czterech dowiaduje się, że Zosia wyszła za mąż za „bogatego i porządnego obywatela z Królestwa, którego zwano Anglikiem z powodu niczem nie zamąconego spokoju”. W Wenecyi, dokąd udaje się na lato znudzony Warszawą, spotyka Zosię, bałamuci ją, uwodzi, a gdy ta, trapiona wyrzutami sumienia, powraca do kraju — hr. August, przenosząc się z miejsca na miejsce, odnosi cały szereg tryumfów miłosnych, ściga panią Bird, i jest przez nią ścigany, bałamuci Annę, córkę młynarza pod Bernem, grywa w kręgle z parobkiem, chodzi na zabawy do karczmy, i t. d. Powróciwszy do Warszawy, dowiaduje się, że Zosia ma zostać matką. Wkrótce potem zjawia się u niego Anglik, któremu żona wyznała całą prawdę, i zmusza do zgodzenia się na oryginalną satysfakcyę, żąda, aby uwodziciel był obecny przy porodzie Zosi, aby wyszukał mamkę i opiekował się swem dzieckiem. Hr. August zaczyna gorączkowo studyować dzieła, traktujące o akuszeryi, doznaje strasznych udręczeń moralnych, aż umęczony nieznośnym dla jego nerwów widokiem porodu, przy którym był obecny, dostaje pomieszania zmysłów.