— Tak, do chorych.
— Ja tam już nie pójdę.
— Dlaczego?
— Nie, nie pójdę.
— Już pani wróci do domu? — pytał z żalem w głosie i oczach.
— Tak, już trzeba wracać. Zresztą... Długo pan tam zabawi?
— Nie bardzo, z jakie pół godziny.
— A tak... Ja tu poczekam. Albo lepiej...
— Panno Joanno...
— Albo lepiej tam, na kraju tego wzgórza.