— No i dobre to miejsce?
— Niezupełnie.
— Pochlebiam sobie, że jednak można wytrzymać?
— Właśnie wyjechałem stąd.
— Na długo?
— Na zawsze.
— Voilà!62 Na zawsze... Nie lubię tego wyrazu: „na zawsze”... Czyżby warunki rzeczowe?
— Powiem wam, Korzecki, otwarcie: jestem bardzo rozklekotany. Do tego stopnia, że mi mówić trudno. Nie gniewajcie się, z łaski swojej.
— Już to zauważyłem i przepraszam. Dobrze przynajmniej, że człowiek gada otwarcie. Znam się na tym i pierzcham jak senne marzenie. Tylko jedno maleńkie słóweczko: dokąd jedziecie? Może wam trzeba pieniędzy albo czegoś w rodzaju pomocy?
— Nie, nie! Jadę, zdaje się, do Warszawy.