— Ale gdzież tam! Jedziemy dalej.
— A dokąd?
— Do mnie. Ja tu przecie nie mieszkam. To wy się tu może z czasem przyczepicie. Po drodze rzucimy okiem na lecznicę.
— A do was daleko?
— Trzy wiorsty drogi. Jesteście znużeni?
— Dosyć. Chciałbym się przespać.
— Zaraz będziemy w domu. Powiem jeszcze tylko przez telefon, żeby nam przygotowali herbatę.
— Co znowu! Nie trzeba wcale. Ja przynajmniej nic jeść nie będę. Nic do ust nie wezmę.
Powiedziawszy te słowa Judym nie wiedzieć czemu zarumienił się. Korzecki to spostrzegł i cicho wymówił:
— A jeżeli wam każę zjeść befsztyk w imieniu panny Joasi?