— Jak się masz, Tomek...
— Cóż u ciebie słychać... — rzekł doktor, również bez czułości witając brata.
— Ano tak... idzie...
— Wiesz, odprowadzę cię.
— Dobra... — rzekł Wiktor biorąc blaszankę.
Gdy się znaleźli w ulicy, szli przez czas pewien obok siebie w milczeniu, po prostu nie wiedząc, od czego zacząć. Wreszcie Wiktor rzekł:
— W Paryżuś był?
— Byłem.
— Teraz tu zostaniesz?
— Pewno. Trzeba będzie tu osiąść. Zobaczę, jeszcze nic nie wiem. Chciałbym tu być, ale czy wyżyję...