— Co tu robicie?

— Myślałem, że to może do mnie z poczty...

— Nie, nie... Co znowu! To ten głupiec, przemytnik.

— Przemytnik?

— Tak. Dowiedział się od kogoś, że tu jestem... Widzicie, jakie to nerwy! Nie myślałem, że was tu zastanę, i od razu... Piękny głosik ze siebie wydobyłem, ani słowa... Samemu głupio go usłyszeć, a cóż dopiero mówić o delikatnych bliźnich.

— Przepraszam was, bo to ja niepotrzebnie...

— Ale gdzież tam! Przemytnik... — mówił szeptem. — W Katowicach dwa tygodnie temu zostawiłem paczkę kortu na ubranie. Kupiłem ten kort w Krakowie. Bardzo lubię taki gatunek. Może i wy weźmiecie dla siebie. Nie chciało mi się płacić. Szepnąłem temu frantowi, żeby mi to przyniósł którego dnia. Dziś miał chwilę pomyślną, więc mię aż tu wygrzebał.

— Ten człowiek się rozchoruje. Widziałem, jak drży.

— Tak sądzicie?

— Cóż tu sądzić?